13.01.1999r sprzedałem pierwszą w swoim życiu polisę ubezpieczeniową, która funkcjonuje do dnia dzisiejszego. Jak to się stało, że zostałem agentem ubezpieczeniowym? Czy będzie zaskoczeniem jeśli odpowiem, że zdecydował o tym przypadek?

Tak to bywa, że na pewnym etapie życia człowiek zaczyna się zastanawiać co by się stało, gdybym żył zbyt krótko? Jak poradzi sobie w tej sytuacji moja rodzina? U mnie taka zaduma pojawiła się, gdy byłem już mężem i ojcem dwójki dzieci, dwuletniego syna i pięcioletniej córki. Odpowiedź jaką wtedy znalazłem było - ubezpiecz się. Niby pieniądze szczęścia nie dają to mimo tego nie chciałem zostawić swoich najbliższych bez grosza. Był to rok 1998, gdy wykupiłem polisę na życie a nawet dwie. Pierwsza miała chronić moją rodzinę na wypadek mojej śmierci a druga zabezpieczała i zapewniała zgromadzenie pieniędzy na edukację dzieci (tzw. polisa posagowa).  Pomimo, że rozwiązywało to moje obawy to mimo wszystko po podpisaniu umów, tak jak spora część ludzi miałem wątpliwości. Zadawałem sobie pytanie, czy dobrze zrobiłem? Wśród znajomych jedni to popierali inni wyrażali swoje niezadowolenie, twierdząc nawet, że robię największą głupotę. Argumenty ich nierzadko były okraszone słowami nienadającymi się do cytowania. Taka to nasza cecha narodowa, że znamy się na wszystkim, zawsze można liczyć na „profesjonalne doradztwo” ze strony osób, którym się wydaje, że coś wiedzą ?!

Agent, u którego kupiłem ubezpieczenie przez cały czas przekonywał mnie, abym sam spróbował swoich sił w tym zawodzie. W dużej mierze na odczepnego pojechałem na szkolenie i tak mnie to wciągnęło, że właśnie mijają 22 lata od tej chwili.

Co dała i daje mi ta praca? Poznałem setki ludzi, odbyłem trudną do policzenia ilość spotkań, rozmów. Wiem, że lubię to robić bo po prostu lubię ludzi. Pamiętam spotkania, na których (co może wydać się śmieszne) trzeba było przekonywać rozmówcę, że suma ubezpieczenia, która widnieje na polisie np. 50 000 zł jest prawdziwa, że taka będzie wysokość wypłaty w razie śmierci. W tym czasie standardem w polisach grupowych (bo tylko takie ludzie mieli) było 2 000zł – 3 000 zł.

Gdy pojawiły się pierwsze wypłaty świadczeń zrozumiałem jak ważną pracę wykonuję. Okazało się, że to ja jako agent ubezpieczeniowy przychodzę w trudnej sytuacji jako jedyny do swoich klientów z pieniędzmi a nie po pieniądze. Inni tylko coś chcieli, zapłać za to, zapłać za tamto. Okoliczność, w której pomagałem przy formalnościach związanych z wypłatą świadczenia z powodu śmierci koleżanki, z którą widziałem się tydzień wcześniej na świątecznym spotkaniu a później na jej pogrzebie mocno zapadła mi w pamięć. Szacunek i pokora to owoc rozmów z klientami w chwilach, gdy oni walczyli o powrót do zdrowia. Widziałem ich ból i cierpienie zdając sobie jednocześnie sprawę z tego, że walka ta jest dla nich nie do wygrania.

Praca ta to nie tylko przykre chwile. Razem z moimi klientami cieszyłem się z narodzin ich dzieci, widziałem jak szybko dorastają. Za odłożone przez rodziców pieniądze mogli oni dalej się uczyć, studiują bądź realizują inne swoje marzenia.

Ta praca motywuje mnie do działania, ciągłego samodoskonalenia się, rozwoju. Chcę jak najlepiej pomagać moim klientom dlatego cały czas pogłębiam wiedzę ubezpieczeniową, ale też ekonomię, prawo, psychologię. Łączenie finansów ze znajomością prawa daje optymalne korzyści. W ostatnich latach moje zainteresowania skupiają się na planowaniu spadkowym. Trzeba zauważyć, że transfer międzypokoleniowy to jeden z najbardziej pracochłonnych segmentów usług prawno-finansowych. Pokierowanie losem majątku zgodnie z wolą spadkodawcy powinno chociażby uwzględniać konsekwencje podatkowe planowanych działań oraz wybór systemu prawnego, który umożliwi osiągnięcie zamierzonych celów.

Nie wyobrażam sobie innej pracy jak też nie wyobrażam sobie, abym ja bądź moi najbliżsi nie mieli ubezpieczenia. Wszystko to oparte jest na moim doświadczeniu życiowym i potrzebie bezpieczeństwa.

16.01.2021r

Adam Stefański