Jak ludzie - osoby rozważne mogą narażać się na utratę zdrowia, życia czy też tego wszystkiego co posiadają, bo nie chce się im ubezpieczyć? Jak mogą oni siebie i swoich bliskich tak traktować? O co tu chodzi?

Wyobraźmy sobie stu potencjalnych klientów, którym agent ubezpieczeniowy po przeprowadzeniu analizy i zbadaniu ich potrzeb finansowych zaleca kupno ubezpieczenia na wypadek wystąpienia nieprzewidzianych zdarzeń losowych. Co dzieje się później?

Jedna trzecia z nich w ogóle z tego nie skorzysta. Połowa spośród pozostałych 67 procent polisę wykupi, ale nie będzie jej opłacać regularnie, będzie zapominać o płatnościach składki, aż wreszcie przed czasem z niej zrezygnuje. Pozostała jedna trzecia, której najbardziej zależy na zapewnieniu bezpieczeństwa finansowego dla siebie i swoim najbliższym będzie o tę polisę dbała, będzie swojego agenta traktować jak „lekarza domowych finansów”.

Naszym błędem jako agentów ubezpieczeniowych, bądź doradców finansowych jest być może to, że winą za taki stan rzeczy obarczamy lekkomyślnych i naszym zdaniem nieposłusznych klientów. Powtarzamy w rozmowach między sobą przysłowie, że przecież „Możesz zaprowadzić konia do poidła, ale nie zmusisz go, żeby się napił”.

To stwierdzenie może być krzywdzące. Być może to, że klient nie stosuje się do porad i sugestii specjalisty (agenta, doradcy), leży po stronie właśnie tego drugiego. Profesjonalny doradca wie, że kiedy oferuje swoje usługi z zakresu szeroko pojętych finansów, to bierze na siebie odpowiedzialność za udzielanie porad, które zostaną potraktowane przez klienta poważnie, za planowanie wraz nim działań aż do momentu, gdy osiągnięty zostanie pożądany rezultat. Dodatkowo w trakcie trwania programu ubezpieczeniowego, kontroluje czy wszystko przebiega, wg wcześniej założonych wytycznych. Nie do przecenienia są też relacje, które łączą obie strony.

Tak czy inaczej – pozostaje pytanie: dlaczego część z nas nie stosuje się do zaleceń nie tylko agenta ubezpieczeniowego, ale też np. lekarza? Co jest z nami nie tak? Czy nie chcemy czuć się bezpiecznie, czy nie chcemy być zdrowi?

Odpowiedź nie jest łatwa, ale być może przez to wpadamy w pułapkę, że łatwiej jest nie ponosić odpowiedzialności nie wpuszczając jej do własnego życia. Łatwiej jest nie myśleć, nic nie robić i o nic nie dbać. Łatwiej jest odłożyć na jutro to, co miało być załatwione dziś, i zmarnować kolejne miesiące i lata na próżne pokusy dnia dzisiejszego. Być może jest to dobre wytłumaczenie, że winowajcą np. za brak pieniędzy jest niesprawiedliwość świata, a nie własne niepowodzenia, występki, świadoma odmowa starań o życie, które ma sens. To najłatwiejsza droga, jaką mamy do wyboru w danym momencie. Niestety w dłuższej perspektywie ma zgubne konsekwencje. Poświęcasz przyszłość dla teraźniejszości.

A teraz – i to jest tu najbardziej zdumiewające – wyobraź sobie, że ubezpieczenie nie dotyczy ciebie, twego zdrowia i życia tylko twojego nowego, jakże wspaniałego samochodu. Tu nie zwlekasz, nie szukasz wymówek szybko chcesz te swoje cacko ubezpieczyć. Mało tego, zależy ci na tym bardziej niż na ubezpieczeniu swojego życia.

Statystycznie rzecz biorąc, ludzie z większą skrupulatnością podchodzą do porad agenta i ubezpieczenia, gdy chodzi o ich majątek – niż gdy chodzi o ich samych. Trudno wyciągać z tego jakieś definitywne wnioski poza tym, że ludzie wydają się kochać swoje samochody, rowery, domy, motorówki bardziej niż siebie samych. Co jest z ludźmi nie tak, że to co posiadają cenią wyżej niż siebie samych?

Na to pytanie nie znam odpowiedzi. Nieważne, kim jesteśmy – koczownikiem na pustyni czy bankierem z Wall Street – na pewne rzeczy mamy wpływ, a na inne nie. Myślę, że lepiej jest używać rozsądku, aby chronić samego siebie przed bezkrytycznym współczuciem i litością.

Adam Stefański

15.08.2021 r.